Website Logo

Henryk Niewodniczański (1900 - 1968)

Henryk Niewodniczański dokonał ważnych odkryć w dwóch obszarach fizyki w optyce atomowej i fizyce jądrowej. W 1933 roku, pracując na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, odkrył magnetyczne promieniowanie dipolowe. Promieniowanie to charakteryzuje się specyficzną polaryzacją i rozkładem przestrzennym i zazwyczaj słabym natężeniem. W swoim doświadczeniu H. Niewodniczański stworzył warunki, w jakich bardzo słabe świecenie stało się mierzalne, zastosował najnowsze dostępne mu wyniki teoretyczne i dokonał serii systematycznych testów jednoznacznie charakteryzujących obserwowane promieniowanie. Odkrycie Henryka Niewodniczańskiego potwierdziło poprawność nabierającego wówczas dojrzałego kształtu opisu kwantowego i było jego wielkim sukcesem.

Wkrótce potem Henryk Niewodniczański znalazł się na Uniwersytecie w Cambridge, będącym wówczas najważniejszym ośrodkiem fizyki jądrowej na świecie. Nowa gałąź fizyki porwała go bez reszty. Badania neutronów rozwinął w Polsce zaraz po powrocie do Wilna, ale największe osiągnięcia w dziedzinie fizyki jądrowej miał już po wojnie w Krakowie. Najpierw doprowadził do utworzenia Instytutu Fizyki Jądrowej, postarał się o wyposażenie go w nowoczesny cyklotron i tym samym stworzył warunki do badań na światowym poziomie. Najważniejszymi wynikami jego badań było odkrycie tzw. efektu glorii, w reakcjach jądrowych wywołanych cząstkami alfa, oraz pomiar polaryzacji neutronów powstałych w reakcjach wywołanych przez jądra deuteru.


Światło jako fala elektromagnetyczna oddziałuje z materią, wprawiając w drgania ładunki elektryczne (głównie elektrony). Drgające ładunki są z kolei źródłem promieniowania wysyłanego przez materię. Wydajność takiego „rozhuśtania” ładunków zależy od rozmiarów obiektu wprawianego w drgania i od częstotliwości drgań, czyli od długości fali elektromagnetycznej.

Najprostszą sytuację mamy w przypadku, kiedy pole elektryczne fali świetlnej pobudza ładunki elektryczne w atomach: w jednym kierunku przyspiesza elektrony a w przeciwnym protony. Powstaje wówczas drgający dipol elektryczny, który wysyła lub pochłania promieniowanie nazywane dipolowym elektrycznym, odkryte już w końcu XIX w. przez Lorenza i Zeemana. Początek XX w. to powstanie i rozkwit mechaniki kwantowej, której rozwój związany był ze szczególnie intensywnym badaniem promieniowania atomów. W końcu lat 20. XX w. Wojciech Rubinowicz (profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie) określił tzw. reguły wyboru, które wyjaśniały, że świecenie atomów związane z przejściami między niektórymi poziomami energetycznymi atomów, nie jest możliwe ze względu na zasady zachowania pędu i momentu pędu. Tymczasem linie widmowe zabronione przez reguły wyboru, były obserwowane w niektórych sytuacjach – np. w świetle zorzy polarnej.

Oprócz znanego już elektrycznego promieniowania dipolowego reguły wyboru Rubinowicza dopuszczały też inne rodzaje promieniowania, choć znacznie słabszego, związane z bardziej skomplikowanymi ruchami powłok elektronowych niż proste oscylacje. Nazwano je promieniowaniem multipolowym. Lata 1930. to okres intensywnych badań tych zjawisk. Najpierw Amerykanie R. Frerichs i J.S. Campbell odkryli elektryczne promieniowanie kwadrupolowe związane z deformacją chmur elektronowych atomów tlenu. Kolejnym rodzajem stało się magnetyczne promieniowanie dipolowe, odkryte w 1933 roku w świeceniu atomów ołowiu przez Henryka Niewodniczańskiego, gdy był on pracownikiem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie.

Henryk Niewodniczański umieścił metaliczny ołów w zbiorniku szklanym, który opróżniono z pozostałych gazów. Po podgrzaniu zbiornika do ok. 800 o C ołów parował, a atomowe pary metalu można było pobudzić do świecenia przy pomocy wyładowania elektrycznego. Główną trudność w obserwowaniu linii wzbronionych stwarzało ich bardzo małe natężenie. Aby zwiększyć intensywność tych linii, można było zwiększyć gęstość atomów Pb przez podgrzanie zbiornika. Wówczas jednak wzrastała częstotliwość zderzeń międzyatomowych, a to powodowało tłumienie oscylacji elektronów odpowiedzialnych za świecenie. Konieczne było więc znalezienie sposobu na zwiększenie gęstości atomowej bez tłumienia oscylacji. Niewodniczański rozwiązał ten problem przez dodanie do zbiornika z ołowiem atomów argonu jako tzw. gazu buforującego. Ciśnienie gazu tak dobrano, aby średnia droga swobodna atomów Pb w takiej mieszaninie była znacznie krótsza niż średnia odległość między nimi. W ten sposób atomy Pb praktycznie nie zderzały się ani ze sobą, ani ze ściankami naczynia, a jedynie z atomami Ar. Ponieważ jednak zderzenia Pb-Ar mają elastyczny charakter (z powodu dużej różnicy potencjałów jonizacji i wzbudzeń atomów Pb i Ar), nie deekscytowały one atomów Pb i nie tłumiły emisji multipolowych linii wzbronionych.

Kolejnym wyzwaniem było przekonanie się, że obserwowane świecenie jest istotnie nowym typem promieniowania, a nie odkrytym już przez Amerykanów promieniowaniem elektrycznym kwadrupolowym. Umożliwiła to współpraca Henryka Niewodniczańskiego z teoretykami – Wojciechem Rubinowiczem i jego uczniem Janem Blatonem. Przewidzieli oni jakie testy należało wykonać, aby jednoznacznie przypisać obserwowane promieniowanie konkretnej deformacji powłoki elektronowej. Decydujące stały się doświadczenia, w których H. Niewodniczański umieszczał badane atomy w polu magnetycznym, wzbudzał ich świecenie wyładowaniem elektrycznym i analizował polaryzację światła. Silne pole magnetyczne powodowało rozszczepienie badanych linii widmowych na szereg składowych spolaryzowanych w specyficznych kierunkach względem pola magnetycznego. Taka polaryzacyjna analiza pokazała, że obserwowane przez Niewodniczańskiego promieniowanie jest wynikiem oddziaływania magnetycznego pola fali świetlnej z deformacjami elektronowych powłok atomowych związanych z indukowaniem w nich magnetycznych momentów dipolowych. Ten rodzaj promieniowania multipolowego nazywany jest promieniowaniem magnetycznym dipolowym.

Odkrycie magnetycznego promieniowania dipolowego przez Henryka Niewodniczańskiego i jego interpretacja dokonana wspólnie z Janem Blatonem było bardzo ważnym etapem na drodze do poprawnego zrozumienia budowy materii i jej oddziaływania z promieniowaniem elektromagnetycznym. Odkrycie to jest też dowodem prężności polskiego środowiska naukowego w dwudziestoleciu międzywojennym. Oprócz bowiem niezwykłej dociekliwości i znakomitej intuicji Niewodniczańskiego, podstawy teoretyczne tego odkrycia - reguły wyboru dla promieniowania multipolowego - były określone przez polskich uczonych Rubinowicza i Blatona.

Badania Henryka Niewodniczańskiego mieściły się w głównym nurcie rozwoju fizyki i były wielkim sukcesem zarówno Niewodniczańskiego, jak i polskich teoretyków. Były też ogromnie ważne dla astrofizyki i astronomii. Wraz z wcześniej poznanym promieniowaniem elektrycznym kwadrupolowym promieniowanie magnetyczne dipolowe jest bowiem elementem niezbędnym do opisu linii wzbronionych emitowanych przez mgławice, gdzie – rzecz jasna - nie można prowadzić pełnej systematycznej analizy laboratoryjnej.

We wrześniu 1934 roku trzydziestokilkuletni Henryk Niewodniczański, mający w swoim dorobku ważne osiągnięcia w fizyce atomowej, które przyniosły mu rozgłos i uznanie międzynarodowe, wyjeżdża na Uniwersytet w Cambridge w Anglii na przyznane mu stypendium Fundacji Rockefellera. W nowym miejscu jest od razu dostrzeżony. Do współpracy nad pomiarami własności neutronu zaprasza go Ernest Rutherford, odkrywca jądra atomowego. Neutron, odkryty zaledwie trzy lata wcześniej przez Jamesa Chadwicka właśnie w Cambridge, w Cavendish Laboratory, okazuje się brakującą cegiełką, która w sposób idealny uzupełnia rozumienie budowy jądra atomowego. To neutrony zapewniają stabilność jąder atomowych, w skład których wchodzą wraz z dodatnio naładowanymi protonami. Henryk Niewodniczański wspólnie z C.H. Westcottem rozpoczynają pionierskie badania absorpcji neutronów w różnych substancjach w temperaturze ciekłego azotu (77° K) i ciekłego wodoru (20° K). Pokazują, że absorpcja neutronów w różnych materiałach wzrasta w miarę obniżania temperatury, a tym samym prędkości neutronów. Staje się oczywiste, że neutrony poruszające się wolniej są znacznie łatwiej absorbowane. Eksperyment ten był impulsem do prowadzenia dalszych pomiarów przez inne grupy badawcze, które w pełni potwierdziły wyniki Westcotta i Niewodniczańskiego.

Fascynacja Henryka Niewodniczańskiego neutronami trwa także po powrocie z Cambridge do Wilna w 1936 r. W latach 1936-39 Profesor kontynuuje badania nad absorpcją powolnych neutronów w borze i licie najpierw w Wilnie, później w Poznaniu, a następnie znowu w Wilnie. Niestety, cały zebrany materiał eksperymentalny oraz manuskrypt artykułu naukowego giną podczas działań wojennych, które objęły Wilno w 1944 r. Jedynym śladem jest notatka zamieszczona w Wykazie Prac z Działu Nauk Matematyczno-Przyrodniczych wykonanych w Polsce w okresie okupacji niemieckiej w latach 1939-1945, opublikowanym przez Polską Akademię Umiejętności w Krakowie w 1947 r. Wszystko wskazuje na to, że wykonane przez Profesora w 1939 r. pomiary absorpcji termicznych neutronów, określające prawdopodobieństwo wychwytu neutronów przez jądra boru i litu (tzw. przekroju czynnego na wychwyt), dostarczyły wyników, które były bardziej dokładne niż stanowiące wtedy punkt odniesienia rezultaty uzyskane kilka lat wcześniej przez amerykańską grupę badawczą z Columbia University z USA.

Po wojnie badania naukowe i działalność dydaktyczną należało organizować od podstaw. Profesor Niewodniczański, który w 1946 r. objął kierownictwo Katedry Zakładów Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Jagiellońskiego, skupia wokół siebie grono zdolnych, młodych ludzi i zaraża ich swoim ogromnym entuzjazmem i niewyczerpanym optymizmem. Wielkim, inspirowanym przez profesora wyzwaniem naukowym i konstrukcyjnym była budowa pierwszego w Polsce cyklotronu, czyli kołowego akceleratora lekkich cząstek naładowanych takich jak protony, deuterony, czy cząstki alfa. Wszystkiego trzeba było nauczyć się od zera. Tylko dzięki niespożytej energii profesora Niewodniczańskiego i zapałowi jego współpracowników udało się ukończyć zadanie – powstał cyklotron C-48, a jego uruchomienie nastąpiło 28 grudnia 1956 r. Cyklotron C-48 przyśpieszał protony do energii 3.2 MeV, a cząstki alfa do energii 5.6 MeV, było to jednak zbyt mało, aby można było stworzyć ośrodek fizyki jądrowej na poziomie międzynarodowym.

W 1955 roku pojawiła się możliwość zakupu w Związku Radzieckim dużych urządzeń dla fizyki jądrowej: reaktorów eksperymentalnych i cyklotronów. Dzięki zabiegom Prof. Niewodniczańskiego udało się sprowadzić do Krakowa nowy cyklotron U-120, o średnicy nabiegunników 120 cm. Bardzo ważną rolę w podjęciu decyzji o lokalizacji U-120 odegrał zbudowany wcześniej własnymi siłami cyklotron C-48 – Kraków dysponował doświadczoną kadrą. Jednocześnie z zakupem cyklotronu Henryk Niewodniczański zdobywa fundusze na budowę instytutu badawczego. W 1955 r. pod jego kierownictwem w podkrakowskich Bronowicach rusza budowa Instytutu Fizyki Jądrowej (IFJ), w którym właśnie zainstalowany zostaje nowy cyklotron. Akcelerator ten rozpoczyna pracę w dniu 22 listopada 1958 r. – przyśpiesza protony i deuterony do energii 14 MeV, a cząstki alfa do energii 29 MeV. Prof. Niewodniczański wraz z zespołem, w skład którego wchodzą późniejsi Profesorowie Andrzej Budzanowski, Kazimierz Grotowski, Jacek Hennel, Andrzej Hrynkiewicz oraz Adam Strzałkowski, rozpoczyna badania na nowym cyklotronie.

Pierwsze eksperymenty na wiązce cyklotronu U-120 są od razu pionierskimi w skali światowej pomiarami polaryzacji neutronów będących produktami reakcji bezpośredniego oddziaływania deuteronów z jądrami izotopu węgla 12C. Zastosowana zostaje metoda tzw. podwójnego rozpraszania: neutrony wytworzone w reakcji i emitowane pod danym kątem są poddane drugiemu rozproszeniu, które spełnia rolę analizatora polaryzacji. Tym razem jest to rozpraszanie elastyczne na jądrach helu He, którymi wypełniony jest licznik proporcjonalny. Licznik ten stanowi jednocześnie detektor elastycznie rozproszonych He, podczas gdy neutrony rejestrowane są w dwóch, umieszczonych po przeciwnych stronach licznika detektorach scyntylacyjnych. Taki układ umożliwia pomiar asymetrii lewa-prawa neutronów rozproszonych przez He. Kluczowe dla powodzenia pomiaru stało się zastosowanie nowatorskiej techniki koincydencyjnej: sygnał z detektora scyntylacyjnego pochodzący od elastycznie rozproszonego neutronu był rejestrowany pod warunkiem, że w liczniku proporcjonalnym pojawił się sygnał od elastycznie rozproszonego jądra He. Uzyskane wyniki pokazały, że neutrony emitowane pod małymi kątami w procesie zderzenia deuteronu z 12C posiadają dużą i ujemną wartość polaryzacji, co pozostawało w sprzeczności z przewidywaniami opracowanych wcześniej modeli reakcji jądrowych. Niezgodność ta stanowiła źródło inspiracji do opracowania nowych, dających zgodę z eksperymentem podejść teoretycznych, a tym samym do postępu w rozumieniu mechanizmów procesów jądrowych bezpośredniego oddziaływania. Opisany eksperyment był pierwszym na świecie pomiarem polaryzacji neutronu w reakcji jądrowej przy średniej energii deuteronów. Zapoczątkował on serię badań, dzięki którym ośrodek krakowski pod kierownictwem Henryka Niewodniczańskiego wszedł na mapę znanych światowych laboratoriów fizyki jądrowej.

Kolejnym uznanym na arenie międzynarodowej osiągnięciem zespołu prof. Niewodniczańskiego, uzyskanym na nowym cyklotronie i opublikowanym w 1965 r., jest odkrycie tzw. efektu glorii. Podczas elastycznych zderzeń cząstek alfa o energii 24.7 MeV z jądrami izotopu wapnia 40Ca, zaobserwowano nieoczekiwane wzmocnienie strumienia cząstek alfa odbitych do tyłu, czyli rozproszonych pod kątem bliskim 180 stopni. Efekt ten jest wynikiem falowej natury zderzających się jąder atomowych i jest poprawnie opisywany przez mechanikę kwantową. Analogię stanowi optyczny efekt glorii objawiający się wystąpieniem barwnych pierścieni wokół cienia obserwatora oglądanego na tle mgły.

Od 1959 roku profesor Henryk Niewodniczański pełnił funkcję dyrektora Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie. Był też jednocześnie (od 1956 r.) dyrektorem Instytutu Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Stworzenie dwóch wielkich instytutów i kierowanie nimi w trudnych warunkach powojennych, wymagało olbrzymiego nakładu pracy, wyobraźni i dalekosiężnej wizji. Skompletowanie ogromnego personelu naukowego, technicznego i administracyjnego, prowadzenie rozległych prac budowlanych, nawiązywanie współpracy krajowej i zagranicznej, a przede wszystkim uzyskanie przełomowych wyników naukowych w dziedzinie fizyki jądrowej, to były przedsięwzięcia na tak wielką skalę, że wydaje się niewiarygodne, by mogły być dziełem jednego człowieka.

Biografia

Henryk Niewodniczański urodził się w Wilnie w 1900 roku. Jego ojciec, inżynier – absolwent Uniwersytetu w Petersburgu i Politechniki Warszawskiej – był budowniczym, a później dyrektorem Elektrowni Miejskiej w Wilnie. Gdy do Wilna zbliżał się rosyjsko – niemiecki front I wojny światowej, rodzina Niewodniczańskich wyjechała w głąb Rosji. Henryk, który rozpoczął naukę w gimnazjum w Wilnie, kontynuował ją w gimnazjach w Rylsku, Briańsku i znowu w Wilnie. Tutaj w czerwcu 1920 roku ukończył Państwowe Gimnazjum im. Króla Zygmunta Augusta, uzyskując świadectwo dojrzałości z wyróżnieniem.

Tymczasem trwała wojna polsko bolszewicka. Henryk Niewodniczański wstąpił do wojska, walczył jako kanonier w pierwszym pułku artylerii polowej legionów, został ranny i kilka tygodni spędził w szpitalu w Toruniu. Wrócił do Wilna i już w grudniu 1920 roku rozpoczął studia fizyki na Wydziale Matematyczno – Przyrodniczym Uniwersytetu Stefana Batorego. Po czterech latach studiów uzyskał absolutorium, a w czerwcu 1926 roku uzyskał stopień doktora filozofii na podstawie pracy „O absorpcji pasmowej i fluorescencji pary rtęci”.

Henryk Niewodniczański studiował i równocześnie pracował w Zakładzie Fizycznym Uniwersytetu Stefana Batorego. We wrześniu 1921 roku został stypendystą Departamentu Oświaty Tymczasowej Komisji Rządzącej Litwy Środkowej, a następnie pełnił kolejno funkcje: zastępcy asystenta, młodszego asystenta, starszego asystenta i adiunkta. Zakładem Fizycznym kierował wówczas profesor Wacław Dziewulski, a podstawowym tematem badań była fluorescencja par rtęci.

Zainteresowanie Henryka Niewodniczańskiego optyką atomową pogłębiło się podczas jego pierwszego stażu zagranicznego. W 1927 roku otrzymał stypendium Wydziału Nauki Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Przez rok przebywał na Uniwersytecie w Tybindze, pracując pod kierunkiem słynnego profesora Walthera Gerlacha. Jednym z wyników jego badań było wykazanie, że mechanizm wzbudzenia pasmowej fluorescencji pary rtęci ma charakter atomowy. Podsumowaniem badań zjawiska fluorescencji była rozprawa habilitacyjna pt. „ O wzbudzeniu atomów rtęci światłem iskier aluminium, kadmu i cynku”.

Około 1932 roku zaczął zajmować się nowym zagadnieniem; wzbronionymi liniami widmowymi. Wkrótce, przy udziale teoretyka Jana Blatona dokonał jednego z największych odkryć polskiej fizyki okresu międzywojennego. Eksperymentalnie udowodnił istnienie promieniowania magnetycznego dipolowego, które przewidział inny polski fizyk, Wojciech Rubinowicz. Stał się wtedy rozpoznawalną postacią w międzynarodowej społeczności fizyków.

We wrześniu 1934 roku Henryk Niewodniczański wyjechał do Anglii. Jako stypendysta Fundacji Rockefellera przez ponad rok przebywał na Uniwersytecie w Cambridge, pracując pod kierunkiem prof. Rutherforda w Cavendish Laboratory , w laboratorium, które było wówczas światowym centrum fizyki jądrowej. Tutaj przybywali fizycy z całej Europy, a w twórczej atmosferze rodziły się trwałe przyjaźnie. Do Cambridge przyjechał jeszcze raz, na trzy miesiące latem 1937 roku.

Po powrocie do Wilna z pierwszego pobytu w Anglii, przystąpił do organizowania ośrodka fizyki jądrowej na Uniwersytecie Stefana Batorego. Udało mu się uzyskać dotację z Funduszu Kultury Narodowej, którą przeznaczył na zakup radu oraz specjalnej aparatury naukowej. Wkrótce powstało, stosunkowo dobrze wyposażone laboratorium fizyki jądrowej.

Na wiosnę 1937 roku Henryk Niewodniczański został powołany na kierownika Katedry Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Poznańskiego i zaraz potem mianowany profesorem nadzwyczajnym tego Uniwersytetu. Zdążył zorganizować tam laboratorium optyki atomowej linii wzbronionych, laboratorium dyfrakcji elektronów, w którym zajmowano się badaniami struktury i składu powierzchni stopów metali, a także przeniesione z Wilna, laboratorium fizyki jądrowej.

Pod koniec 1938 roku, w Wilnie zmarł profesor Dziewulski. Na opustoszałe miejsce kierownika Katedry Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Stefana Batorego zostaje powołany Henryk Niewodniczański, który w czerwcu 1939 roku zajmuje miejsce swojego pierwszego nauczyciela. Wybuch wojny gwałtownie przerwał zapoczątkowaną pracę. W grudniu 1939 roku Uniwersytet zostaje zamknięty, nastaje trudny okres dla wszystkich, w tym również dla rodziny Niewodniczańskich.

Jako ciekawostkę warto zaznaczyć, że Henryk Niewodniczański miał wyjątkową szansę, żeby spędzić czas II drugiej wojny światowej poza granicami okupowanej Polski. Wcześniej trzeba przywołać kilka faktów z jego życia prywatnego. W 1931 roku zmarł jego ojciec i odtąd mieszkał wraz z matką, aż do jej śmierci w 1950 roku. W międzyczasie w 1932 roku zawarł związek małżeński z Ireną Prawocheńską a w momencie wybuchu wojny państwo Niewodniczańscy mieli już dwóch synów.

Niespodziewanie, wiosną 1940 roku, Henryk Niewodniczański dostał wiadomość wzywającą go do Ambasady Wielkiej Brytanii w Kownie. Okazało się, że z inicjatywy profesora Cockrofta na członków rodziny Niewodniczańskich czekały angielskie wizy i bilety do Londynu. Niestety, nie przysłano biletu dla matki. Profesor Niewodniczański nie chciał pozostawić swojej matki, samej w okupowanym mieście i podjął trudną decyzję o pozostaniu w Wilnie.

Rodzina przeżywała niełatwy okres. Kilka miesięcy po zamknięciu Uniwersytetu, Henryk Niewodniczański znalazł zatrudnienie w fabryce „Velfa” na stanowisku magazyniera. W atmosferze codziennej walki o byt profesor Niewodniczański nie przestawał być fizykiem. Starał się śledzić pojawiające się informacje naukowe, przeważnie w swoim mieszkaniu organizował konwersatoria naukowe i przez cały czas okupacji wykładał fizykę na kompletach tajnego nauczania Uniwersytetu Stefana Batorego. Wśród jego uczniów byli między innymi późniejsi profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego: Danuta Kunisz i Andrzej Hrynkiewicz.

W kwietniu 1945 roku, w ramach ewakuacji ludności polskiej z terenów wschodnich, rodzina Niewodniczańskich wróciła do Polski, a profesor Niewodniczański został, jak to się oficjalnie nazywało, przygarnięty przez Uniwersytet Łódzki. Do czasu mianowania na stanowisko profesora zwyczajnego na Wydziale Matematyczno – Przyrodniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego w maju 1946 roku, prowadził wykłady z fizyki również na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie i na uczelni we Wrocławiu, z której powstały później Politechnika i Uniwersytet.

W Krakowie od razu dał się poznać jako świetny organizator. Ograbione ze wszystkich przyrządów sale Instytutu Fizyki, w ciągu kilku miesięcy zaczęły przypominać pracownie fizyczne. Jeszcze w 1946 roku trzykrotnie wyjeżdżał do Niemiec, gdzie kierował akcją zakupów przyrządów i materiałów do badań fizycznych, głównie w niemieckich uczelniach. W tym przypadku przydała się jego świetna znajomość języka niemieckiego i rosyjskiego. Jednak przede wszystkim skoncentrował się na stworzeniu wokół siebie zespołu współpracowników. Potrafił rozpalić entuzjazm wśród swoich studentów i młodych pracowników do samodzielnego budowania aparatury na miejscu. W ten sposób w Instytucie Fizyki powstał akcelerator jonów wraz z generatorem Van de Graffa, zbudowany został cyklotron U-48, służący do przyspieszania protonów, powstała pracownia badań neutronowych, a także aparatura do obserwacji magnetycznego rezonansu jądrowego. Tak oto z niczego, Instytut Fizyki UJ stawał się nowoczesnym ośrodkiem fizyki.

Ważną rolę w uruchomieniu badań naukowych i zdobyciu niektórych przyrządów odegrały osobiste kontakty profesora Niewodniczańskiego z wybitnymi fizykami zagranicznymi. Jego bliscy znajomi z czasów pobytu w Cambridge, kierowali ważnymi ośrodkami fizyki jądrowej i byli gotowi udzielić pomocy swojemu przyjacielowi. Pod koniec lat pięćdziesiątych zagraniczne kontakty profesora Niewodniczańskiego stały się jeszcze ważniejsze. Z jednej strony pojawiła się możliwość wyjazdów młodych fizyków na staże naukowe do krajów zachodnich i wkrótce pierwsi uczniowie, rekomendowani przez profesora, wyjechali na dłuższe pobyty do ośrodków naukowych w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Szwajcarii. Z drugiej strony powstał Zjednoczony Instytut Badań Jądrowych w Dubnej koło Moskwy, będący wspólnym ośrodkiem badań z dziedziny fizyki jądrowej dla krajów będących w sferze wpływów Związku Radzieckiego. Profesor Niewodniczański, który został członkiem Rady Naukowej Instytutu, delegował młodych fizyków i inżynierów również do Dubnej, bo jak uważał, należy korzystać z każdej okazji do nauki.

Powszechnie znany talent organizatorski prof. Niewodniczańskiego, jego doświadczenie i wyszkolenie dużej grupy współpracowników wpłynęły, w 1955 roku, na decyzję o budowie w Krakowie Instytutu Fizyki Jądrowej a także o ulokowaniu z nim zakupionego w ZSRR cyklotronu U-120. Profesor Niewodniczański został w tym momencie dyrektorem dwóch instytutów: Instytutu Fizyki UJ i Instytutu Fizyki Jądrowej, podlegającym wówczas Pełnomocnikowi Rządu ds. Wykorzystania Energii Jądrowej. W obu instytutach pracowało łącznie ponad 100 pracowników naukowych. Ich podziw wzbudzał fakt, że profesor znał dokładnie nie tylko przebieg prowadzonych przez nich badań, ale także drobne szczegóły stosowanej w tych badaniach aparatury.

Ważnym punktem działalności profesora Niewodniczańskiego stały się inwestycje. Pięćdziesięcioletni budynek Instytutu Fizyki UJ stał się wkrótce zbyt ciasny. Profesor potrafił przekonywać władze wszystkich szczebli, włącznie z najwyższymi władzami państwowymi, do konieczności rozbudowy bazy lokalowej. Udało mu się doprowadzić do wybudowania zarówno nowego gmachu Instytutu Fizyki UJ, który miał ponad trzy razy większą kubaturę od starego budynku, a także do budowy kilku budynków tworzących zlokalizowany poza miastem Instytut Fizyki Jądrowej.

W grudniu 1968 roku profesor Niewodniczański zmarł niespodziewanie. Liczni jego uczniowie jeszcze wiele lat po jego śmierci mówili o nim „Papa”, a mówiąc o czasach spędzonych z profesorem wspominali niezwykłą, prawie rodzinną atmosferę jaką tworzył w obu kierowanych przez siebie instytutach. W szczególności, pozostało mnóstwo anegdot i powiedzonek jakich używał profesor. Aż trudno uwierzyć, że człowiek, który tak wiele zrobił w tak krótkim czasie, nauczał swoich wychowanków cierpliwości i wytrwałości mówiąc do nich „Zawsze można osiągnąć to, czego się bardzo chce, tylko dzieje się to zazwyczaj później niż zamierzaliśmy”.

Krzysztof Królas